Kredyt, leasing, pożyczki oraz środki własne to podstawowe źródła finansowania działalności. Charakteryzuje je to, że pozwalają one na rozwój firmy w sposób bezpośredni. Jednak dla właściwej płynności przedsiębiorstwa, nawet stosunkowo małego, warto skorzystać z instrumentów finansowych, które wpływają na jego rozwój pośrednio. Zaliczają się do nich przede wszystkim faktoring i ubezpieczenia finansowe.
Nawet firmy o ustalonej zdolności kredytowej, jeśli tylko mają duże wydatki inwestycyjne, które zdecydują się sfinansować z kredytu, mogą mieć kłopoty z płynnością i z uzyskaniem kolejnych kredytów, w tym obrotowych, na bieżące pokrywanie zobowiązań. W takim przypadku niemal zbawienna może być oferta firmy faktoringowej.
Firmy dostawcy znajdują się więc w sytuacji klienta otrzymującego propozycję nie do odrzucenia, która w tym konkretnym przypadku polega na konieczności udzielania firmom odbiorcom tzw. kredytu kupieckiego. Ale nawet w warunkach normalnie funkcjonującego rynku, którego jedną z fundamentalnych cech jest konkurencja, firmy zajmujące się dostawą towarów i usług dla innych firm, a więc albo mające wyłącznie klientów instytucjonalnych, albo korzystające z pośredników w kontaktach z konsumentem, stoją na nieco gorszej pozycji od tych, do których docierają pieniądze wprost od konsumentów. Tu także można sformułować pewną prawidłowość. Im relatywnie obiecujący rynek, tym większa na nim konkurencja, a tym samym chęć pośredników do wymuszania od dostawców kredytu kupieckiego oraz wydłużania okresu, na jaki ma być on udzielony. I żadne, nawet bardzo restrykcyjne regulacje prawne nie są w stanie tego zmienić. Po prostu mniejszą sztuką jest wyprodukować towary lub skonfekcjonować usługi pod potrzeby chłonnego rynku, niż na tym rynku, zwłaszcza o zaostrzonej konkurencji, je sprzedać.
Firmy mające bezpośredni kontakt z klientem mogą więc grymasić wśród dostawców oferujących towary o zbliżonym standardzie, prowadząc swoisty przetarg o to, która z firm producenckich da im największe dyskonto, a więc udział w swoich zyskach. Jedną z takich atrakcjii jest możliwość korzystania z pieniędzy pochodzących ze sprzedaży przez jakiś czas. I tu dochodzimy do sedna i kolejnej prawidłowości. Im większa odległość danej firmy od konsumenta w całym łańcuchu od produkcji do sprzedaży, tym większe zapotrzebowanie choćby w związku z opisanymi okolicznościami na pieniądze służące do produkcji. W największym uproszczeniu można stwierdzić, że potrzeba ich tyle, ile wyniosą koszty produkcji w okresie od powstania danego towaru do momentu, w którym na konto wpłyną pieniądze od kontrahenta zajmującego się dystrybucją tego towaru.