Pracodawca nie będzie mógł odmówić pracownikowi prawa do wypoczynku lub ekwiwalentu pieniężnego za urlop, nawet jeśli ten nie pojawi się w zakładzie po zawiązaniu stosunku pracy. Nieusprawiedliwionych nieobecności nie można traktować jako podstawy do nie przyznania należności, a szef jest zobowiązany do wypłaty ekwiwalent za dwa lub trzy dni urlopu w zależności od wymiaru dni w czasie których niedoszły pracownik ma prawo do wypoczynku.
Nie pojawienie się pracownika w firmie świadczy o tym, że nie wywiązuje się on z umowy o pracę, jednak obie strony obowiązują postanowienia w niej zawarte. Wobec tego obowiązkiem pracodawcy jest zgłoszenie pracownika do ZUS, pomimo tego, że konieczne jest już jego wyrejestrowanie. Czas od podpisania umowy do momentu doręczenia dyscyplinarki będzie więc dla pracownika okresem zatrudnienia, choć w całości nieusprawiedliwionym, niepłatnym.
"W razie zmiany pracy w trakcie roku pracownik nabywa prawo do urlopu u kolejnego pracodawcy w wysokości proporcjonalnej do końca roku kalendarzowego, chyba że został zatrudniony na okres krótszy, wtedy proporcjonalnie do okresu zatrudnienia. Tak stanowi art. 1551 § 1 pkt 2 kodeksu pracy. Nie nabywa prawa do urlopu pracownik, który na koniec roku zmienia pracę, lecz wykorzystał już cały tegoroczny wypoczynek u poprzedniego pracodawcy" - pisze dziennik "Rzeczpospolita".
Art. 1552 k.p. postanawia, ze pracodawca ma prawo obniżyć o 1/12 wymiar urlopu wypoczynkowego dopiero wtedy gdy pracownik powróci do pracy po co najmniej 30 dniach nieusprawiedliwionej nieobecności.