 |
 |
| Dzień Wolności Podatkowej |
|
|
 |
| Autor: Krystyna Pawliszak |
19-06-2008 |
|
|
Marzeniem każdego podatnika jest, by Dzień Wolności Podatkowej przypadał jak najwcześniej. Ziściło się to w USA w 1900 roku, kiedy to Tax Foundation obliczyła go po raz pierwszy i wyznaczyła datę 22 stycznia. Później było już tylko gorzej. Obecnie Amerykanie przestają pracować na państwo w połowie kwietnia.
Dla krajów OECD moment, gdy zaczynamy „pracować na siebie” wyznacza Centrum im. Adama Smitha. Dzień ten nie jest jednak zbieżny z indywidualnymi opłatami, a wynika ze stosunku udziału wydatków publicznych do produktu krajowego brutto. Jest obliczany w przybliżeniu, gdyż dane, które bierze się pod uwagę, pochodzą z założeń budżetowych Ministerstwa Finansów. Pozwala jednak śledzić oszczędność państwa i wyznaczyć kierunki planowania budżetu.
Dla przeciętnego podatnika jego dzień wolności podatkowej można obliczyć uwzględniając podatek dochodowy PIT, składki ZUS i VAT należny od rzeczywistych dochodów. Wynik jednak również byłby niecałkowity, bo trudno przewidzieć VAT płacony w codziennych wydatkach konsumpcyjnych.
Dla Polski Centrum im. Adama Smitha oblicza Dzień Wolności Podatkowej od 1994 roku. Wtedy przypadł na 1 lipca. W tym roku udało nam się osiągnąć wynik lepszy o dwa tygodnie. 14 czerwca to najwcześniejszy termin końca pracy na podatki w ciągu wszystkich lat. Według eksperta CAS, Roberta Gwiazdowskiego, tę poprawę zawdzięczamy niższej o 7 pkt. proc. składce rentowej.
Pozostałe aspekty naszej rzeczywistości podatkowej nie są już tak optymistyczne. Klin podatkowy w Polsce jest jednym z najwyższych w krajach OECD i wynosi 42 proc. przychodów, co w porównaniu z koreańskim szesnastoprocentowym stanowi kolosalną różnicę. Polski Dzień Wolności Podatkowej przypada dość późno. Tego samego dnia pracę na własny rachunek rozpoczynają Brytyjczycy. Większe podatki płacą już tylko Niemcy i Szwedzi. Oba te kraje należą do wysoko rozwiniętych, jednak w ostatnich latach odnotowano w nich spadek tempa rozwoju gospodarki.
Specjaliści z CAS ostrzegają, że wolniejszy rozwój gospodarki i wzrost szarej strefy zatrudnienia to nieuniknione skutki zbyt wysokich wymagań fiskusa. Pozostaje więc mieć nadzieję, że tendencja do skracania ilości dni pracy na państwowy budżet będzie w Polsce wzrastać z roku na rok. |
|
|
|
|
|
|
|
|