 |
 |
PODOBNE TEMATY |
|
|
|
| Czym odstraszamy inwestorów? |
 |
 |
 |
| Autor: Aneta Michalska |
28-02-2008 |
|
|
|
|
Mimo że, jak prognozuje „Gazeta Prawna”, w 2008 roku do Polski napłyną inwestycje zagraniczne o łącznej wartości 11,1 mld euro (co jest największą kwotą wśród krajów regionu), to jest to wciąż najniższa kwota, jaka przypada w przeliczeniu na jednego mieszkańca.
Ponieważ dla inwestorów głównym czynnikiem decyzyjnym staje się dostępność zaplecza badawczo-rozwojowego oraz możliwość zatrudnienia specjalistów wysokiej klasy, niskie koszty pracy przestają mieć znaczenie. Głównymi przeszkodami dla inwestorów jest niezmniejszająca się biurokracja, częste zmiany prawa i przepisów oraz niestabilność polityczna w Polsce. Na podstawie wyników ankiety przeprowadzonej przez „Gazetę Prawną” wśród czterech największych firm doradczych nasuwa się wniosek, że nadszedł czas badań i rozwoju. Eksperci twierdzą, że polityka rządu powinna się skierować w stronę rozwoju edukacji, w szczególności kierunków technicznych. Miałoby to na celu stworzenie bazy dla przyszłych inwestorów, zapewniającą możliwość prowadzenia badań i rozwoju.
Według Adama Żołnowskiego, eksperta PricewatherhouseCoopers, byłego szefa Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Polska powinna nauczyć się korzystać ze światowych trendów oraz myśleć o tym, co będzie się działo na rynku w przeciągu kilku najbliższych lat.
Czynnikiem, który niewątpliwie zmniejsza atrakcyjność Polski dla inwestorów w stosunku do takich krajów jak Rumunia i Bułgaria, jest ciągły wzrost płac utrzymujący się na poziomie ok. 10 proc. Dlatego należy skupić się na wykształceniu odpowiedniej kadry, tak by inwestorzy mieli możliwość zatrudnienia wysokiej klasy specjalistów.
Pierwszym z kroków, jaki należy wykonać, by odblokować napływ inwestycji do Polski jest usunięcie wszelkich barier, jakie są stwarzane dla inwestorów. Problemem są też niejasne przepisy i brak właściwej koordynacji, zarówno w polityce centralnej, jaki i lokalnej. Według Sebastiana Mikosza z Deloitte Business Consulting Polsce potrzebna jest spójna polityka pozyskiwania inwestycji zagranicznych. Obecnie zamienia się ona wraz z ekipą rządzącą.
- Wyrazem tego jest np. brak istnienia instrumentów finansowych pozwalających skutecznie walczyć o możliwe inwestycje, jak i tocząca się od lat debata: jaką mamy mieć rządową agencję inwestycji zagranicznych - podkreśla.
Eksperci zwracają uwagę, iż pomimo ciągłego sporu na szczeblu centralnym, istnieją regiony, które wykazują szczególne zrozumienie dla inwestorów i stwarzają im dogodne warunki do umieszczania kapitału. Za wzór stawiają Dolny Śląsk, a ostatnio również Łódź, Kraków, Poznań i Gdańsk.
Dodatkową szansą na przyciągnięcie inwestorów do kraju nad Wisłą jest organizacja Euro 2012. Jednak warunkiem, który musi zostać spełniony jest sprawne zorganizowanie tej imprezy.
Według najnowszego raportu o atrakcyjności inwestycyjnej Europy, przeprowadzonego przez Ernst & Young, wynika, że Polska zajmuje pozycję jednego z liderów w pozyskiwaniu dużych inwestycji produkcyjnych. Z danych zgromadzonych w raporcie można wywnioskować, że inwestorzy doceniają przede wszystkim wciąż relatywnie niskie koszty pracy w stosunku do większości krajów europejskich oraz warunki, które stwarzają możliwość potencjalnego wzrostu produkcji. W ostatnio przeprowadzonym badaniu 71 proc. inwestorów jest zadania, że atrakcyjność Europy dla inwestorów będzie rosła. Respondenci wymieniają Polskę (18 proc.) tuż obok Niemiec (20 proc.) jako potencjalne miejsce ulokowania inwestycji.
|