ISO a życie
dodał : ~Armin Empacher, 29-04-2009 08:48
Śliczny tekścik...
Kilka lat temu byłem na pewnym szkoleniu właśnie o ISO, a dotyczyło to wprowadzenia ISO 9001 m.in. w stowarzyszeniach.
Pani, nie napiszę trenerka - pozostańmy przy Pani. Więc Pani przedstawiała nam wizję wspaniałego systemu dzięki któremu wszystkie problemy się rozwiążą w zasadzie same. Zachodziłem w głowę jak coś takiego ma się sprawdzić, a przede wszystkim przynieść korzyści dla mnie kiedy pracowaliśmy w zespołach góra trzyosobowych... Pani, nazwijmy ją - kobieta podała przykład firmy gdzie dzięki ISO rozwiązano problem nieodbieranych : osoba odpowiedzialna za kontakt z klientem wychodząc do ubikacji miała obowiązek zabrać telefon (komórkę) ze sobą....
Taaak, pomysł świetny!
Nie ma to jak rozmowa w skupieniu, przy akompaniamencie... wszak szmer strumyka działa kojąco...
Przy okazji najbliższej przerwy ulotniłem się...
Ergo - wg. mnie ISO 9001 to świetny sposób na wyrwanie dotacji (lub szmalu z firmy) żeby przeprowadzić szkolenia.
W kilku osobowych zespołach czy firmach - nie ma racji bytu, po co?
Pamiętam też audyty - nie interesował ich burdel w dokumentacji (a był!), a jedynie czy na różnych drzwiach są odpowiednie nalepki i czy tablice informacyjne mają odpowiednie wymiary. Debilizm i koszmar, albo odwrotnie...
Ok, tyle wspomnienia.
Kilka lat temu byłem na pewnym szkoleniu właśnie o ISO, a dotyczyło to wprowadzenia ISO 9001 m.in. w stowarzyszeniach.
Pani, nie napiszę trenerka - pozostańmy przy Pani. Więc Pani przedstawiała nam wizję wspaniałego systemu dzięki któremu wszystkie problemy się rozwiążą w zasadzie same. Zachodziłem w głowę jak coś takiego ma się sprawdzić, a przede wszystkim przynieść korzyści dla mnie kiedy pracowaliśmy w zespołach góra trzyosobowych... Pani, nazwijmy ją - kobieta podała przykład firmy gdzie dzięki ISO rozwiązano problem nieodbieranych : osoba odpowiedzialna za kontakt z klientem wychodząc do ubikacji miała obowiązek zabrać telefon (komórkę) ze sobą....
Taaak, pomysł świetny!
Nie ma to jak rozmowa w skupieniu, przy akompaniamencie... wszak szmer strumyka działa kojąco...
Przy okazji najbliższej przerwy ulotniłem się...
Ergo - wg. mnie ISO 9001 to świetny sposób na wyrwanie dotacji (lub szmalu z firmy) żeby przeprowadzić szkolenia.
W kilku osobowych zespołach czy firmach - nie ma racji bytu, po co?
Pamiętam też audyty - nie interesował ich burdel w dokumentacji (a był!), a jedynie czy na różnych drzwiach są odpowiednie nalepki i czy tablice informacyjne mają odpowiednie wymiary. Debilizm i koszmar, albo odwrotnie...
Ok, tyle wspomnienia.