Polskie Radio dowiedziało się nieoficjalnie, iż Unia Europejska może zażądać zwrotu udzielonej pomocy publicznej stoczniom polskim, tj. ok. 2 miliardów złotych.
Problem leży w nieprzestrzeganiu terminów przez stronę polską. Urzędnicy unijni wciąż nie otrzymali pełnego kompletu planów restrukturyzacyjnych i gwarancji dotyczących ograniczenia mocy produkcyjnych. Takie dokumenty są niezbędne, aby potwierdzić Komisji Europejskiej, iż polskie stocznie, przy pomocy otrzymanych środków finansowych, będą mogły samodzielnie funkcjonować i pozostawać rentowne.
Podobno najgorsza sytuacja jest w Stoczni Gdańskiej. Dodatkowo UE nie może porozumieć się z samymi zainteresowanymi, pomimo pomocy resortu gospodarki i ministra Piotra Woźniaka.
Jeżeli Komisja wykaże, iż pomoc unijna była potrzebna tylko na pokrycie długów i sztuczne utrzymanie stoczni, jest w stanie cofnąć przekaze środki, co może doprowadzić do upadłości.

