Na początku trzeba ponosić wzmożone koszty inwestycyjne, pierwsze koszty eksploatacyjne – płacić za surowce i materiały, opłacać pracowników, a do pierwszych wpływów droga jeszcze daleka. Pod względem finansowym to najbardziej ryzykowny moment każdego biznesowego przedsięwzięcia.
W szczególnie trudnej sytuacji są przedsiębiorcy stawiający dopiero pierwsze kroki w biznesie. Nie zdążyli oni bowiem jeszcze zapracować na zaufanie dostawców i kredytodawców. Sytuacja jest prosta, gdy przedsiębiorca dysponuje własnymi zasobami kapitału. Inwestuje, uruchamia produkcję, rozpoczyna świadczenie usług, czeka na pierwsze wpływy. Weryfikuje najwyżej swoje pierwotne doświadczenia pod wpływem pierwszych doświadczeń z realizacji. Zgoła inaczej rzecz wygląda, gdy przedsiębiorca musi pożyczyć kapitał dla rozkręcenia biznesu. Gdzie go ma szukać i jakiej użyć argumentacji, w dużej mierze należy od skali planowanego przedsięwzięcia.
W przypadku najmniejszych przedsięwzięć, gdy potrzeby kapitałowe sięgają co najwyżej 10–20 tys. zł, przyszły przedsiębiorca może liczyć przede wszystkim na siebie, rodzinę i znajomych. Konkurencja między instytucjami pożyczkowymi i bankami sprawia, że nawet tak mali przedsiębiorcy mają coraz większe szanse na uzyskanie finansowego wsparcia. Lepiej, co brzmi może paradoksalnie, jest w przypadku większych przedsięwzięć. Gdy skala planowanego biznesu sięga 200–300 tys. zł, potrzebami kapitałowymi nowych przedsiębiorców, o ile pomysł na biznes jest ciekawy, zaczynają się interesować nie tylko banki, ale także aniołowie biznesu – poważni przedsiębiorcy poszukujący lokaty dla swojego kapitału. W przypadku jeszcze większych przedsięwzięć do gry chętniej wkraczają specjalne fundusze – venture capital i private equity.

