Pracownikom zagrożonym zwolnieniem trzeba będzie zwrócić subsydia płacowe. Będzie to prawdopodobnie obowiązek pracodawców, choć przecież w okresie ich pobierania podwładni mają pracować krócej.
Premier Tusk zapowiedział otrzymanie tzw. postojowego dla pracowników zagrożonych grupowymi zwolnieniami. Będzie się ono składać z obniżonego wynagrodzenie wypłacanego przez pracodawcę oraz dopłaty ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub, co jest mniej prawdopodobne, Funduszu Pracy. Gdy sytuacja firmy się polepszy trzeba będzie zwrócić pomoc publiczną.
Zapowiedzi te wzbudziły wątpliwości. Sądzono, że pomoc ta będzie bezzwrotna i otrzymają ją pracownicy, którzy w dobie kryzysu zgodzą się na zmniejszenie etatu oraz płacy. Jeżeli zrealizujemy zapowiedzi premiera, to pracodawcy będą musieli oddać pieniądze, jakie pobierali ich pracownicy za to, że pracowali krócej. Wtedy bardziej opłacalne stanie się zwolnienie choćby części z nich.
W momencie gdyby rząd zaproponował wypłacanie postojowego pracownikom, np. przez rok bez konieczności zmniejszania etatu, konieczność zwrotu pomocy publicznej byłaby mniej uciążliwa. W tym czasie pracodawcy mogliby np. ogłaszać z powodu kryzysu przestoje w pracy, a ich podwładni otrzymywaliby wynagrodzenie w stałej wysokości zbliżonej do płacy minimalnej, bez względu na to, ile godzin faktycznie przepracowali. Jeśli liczba zamówień wzrosłaby, od razu mogliby pracować w normalnym wymiarze czasu pracy.

