Wiele mówi się w mediach w ciągu ostatnich tygodni 2011 roku o tzw. umowach śmieciowych. O ile większość osób związanych z prawem pracy doskonale wie, jaka jest definicja owych umów, o tyle zwykły obywatel nie poda raczej poprawnego wyjaśnienia tego terminu.
Pojęcie umów śmieciowych
Najważniejszą cechą umów śmieciowych jest to, że nie dają pracownikowi z goła żadnych uprawnień względem pracodawcy. Do umów śmieciowych zalicza się:
· Umowy zlecenie,
· Umowy o dzieło.
Umowy te zawierane są pomiędzy pracownikiem, a pracodawcą na podstawie postanowień kodeksu cywilnego, nie zaś kodeksu pracy, jak ma to miejsce w przypadku standardowych umów o pracę, niezależnie od tego, czy są one zawierane na czas określony czy nieokreślony.
W opiniach niektórych ekspertów umową śmieciową jest również umowa o pracę na czas określony, ponieważ występuje w niej swoisty brak pewności zatrudnienia. Pracownik nie wie, czy po zakończeniu wyznaczonego terminu trwania umowy, zostanie mu ona przedłużona, czy też nie. Umowy zawierane zgodnie z kodeksem pracy są kontraktami gwarantującymi wszystkie przywileje pracownicze.
Z perspektywy pracodawcy
Dla samych pracodawców zatrudnianie pracowników na podstawie umów kodeksu cywilnego, czyli umów śmieciowych, jest bardzo korzystne. Są one łatwiejsze do rozwiązania, pracownikowi nie przysługuje przy nich okres wypowiedzenia, ani szereg innych praw, które są rygorystycznie chronione dla osób zatrudnionych w stosunku pracy. Trzeba też powiedzieć, że umowy cywilne, na mocy których zatrudniani są pracownicy, są też korzystne dla pracodawców pod względem finansowym.
Popularność umów śmieciowych w latach 90-tych
We wspominanych latach 90-tych ubiegłego stulecia umowy zlecenie i umowy o dzieło często funkcjonowały na rynku pracy i zasadniczo miały one być receptą na problem bezrobocia szerzącego się w Polsce. Ani pracodawcy, ani pracownicy nie zgłaszali żadnych problemów w związku z zatrudnianiem na mocy umów śmieciowych. Co więcej, sami pracownicy dzięki takiemu zatrudnieniu mogli odbyć ważny staż w renomowanej firmie i zdobywać doświadczenie, które okazywało się pomocne w znajdywaniu stałej pracy na etacie.
Wraz z upływem czasu pracodawcy przyzwyczaili się do umów śmieciowych, które okazywały się dla nich bardzo atrakcyjne. Można powiedzieć, ze unikali oni podpisywania z pracownikami umów o pracę. Problem braku umów o pracę dotyczy przede wszystkim najmłodszych pracowników. Ponad 60% wszystkich młodych pracowników, zwłaszcza tuż po ukończeniu szkół i wyższych uczelni, pracuje na podstawie umów śmieciowych.
W moim przypadku szefostwo tak regulowało długość umowy by zawsze kończyła się zimą. Wykorzystywali to by pracownik zgodził się pracować na dotychczasowych warunkach finansowych, pod pretekstem braku pieniędzy z powodu zimowego spadku obrotów. Zimą trudniej znaleźć pracę więc niewiele osób chciało zostać zimą bez pracy. Negocjacje zawsze były zostawiane do ostatniego dnia po pracy by móc baerdziej wywierać presję.
"Dzięki" umowom śmieciowym w wieku 40 lat mam śmieszny staż pracy i 200 zł emerytury hip[otetycznej wyliczonej przez ZUS. Koledzy którzy pracowali na etatach śmieją się ze mnie.Niekoniecznie sam jestem sobie winien - musiałem gdzieś pracować, z czegoś żyć a bez znajomości w tym kraju wiadomo jak to wygląda.