Jak informuje dzisiejsza "Gazeta Prawna" jedną z metod kontroli stosowanych przez urzędy kontroli skarbowej stała się prowokacja.
Swoją historię na łamach "GP" opowiada pan Tadeusz: - Do sklepu przyszła kobieta, która przez chwilę przyglądała się towarom. Gdy wszyscy klienci wyszli, poprosiła o zestaw długopisów za 2,50 zł. Nabiłem sprzedaż na kasie i wydałem paragon. Klientka jednak zabrała długopisy, a paragon zostawiła na ladzie. Często się zdarza, że kupujący nie zabierają paragonów. Wyrzuciłem więc wydruk z kasy do kosza. Po chwili kobieta wróciła, tym razem z dwoma panami. Przedstawili się jako inspektorzy urzędu kontroli skarbowej, pokazali legitymację i zarzucili mu, że nie wydaje paragonów fiskalnych.” W efekcie pan Tadeusz otrzymał mandat.
Rozmówcy "GP z UKS-ów twierdzą, że kontrole, są prowadzone, ale o prowokacjach nie ma mowy. Pan Tadeusz musiał więc paść ofiarą wyjątkowo złośliwych urzędników.
Sprawa zajęłą się "Gazeta Prawna" a z wyników jej kontroli, nie wynika raczej aby urzędnicy kontroli skarbowej byli nadzwyczaj złośliwi i starali się za wszelką cenę udowodnić podatnikom złamanie prawa.

