Pracownicy chińskich fabryk coraz częściej organizują strajki. W ten sposób próbują wywalczyć wyższe pensje. Jeśli ich żądania zostaną spełnione, prawdopodobniej podrożeją też towary produkowane w Chinach.
Z powodu strajków nie pracują m.in. fabryki Hondy i Toyoty. „To jest jak reakcja łańcuchowa. Ludzie myślą sobie, że jeżeli inni mogą poprawić swój byt, to czemu nie oni” – wyjaśnia prof. Chang Kai z Uniwersytetu Renmin w Pekinie.
Jak mówi Adam Kozieł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, szacuje się, że rocznie w Chinach wybucha około 100 tys. masowych protestów. Przeważnie dotyczą one prowincji, ale tym razem nie pracują taśmy montażowe zagranicznych firm na południowym wchodzie kraju, określanym zagłębiem produkcyjnym świata. Ludzie pracują w nich siedem dni w tygodniu po kilkanaście godzin, a to wszystko za głodowe pensje.
W tajwańskim Foxconnie, największym na świecie koncernie produkującym elektronikę, aż 11 pracowników w ciągu pięciu miesięcy popełniło samobójstwo. Koncern w samych tylko Chinach zatrudnia 800 tys. pracowników. „Oni produkują wszystko dla wszystkich. W tej samej fabryce z linii produkcyjnych schodzą trzy najbardziej konkurencyjne konsole: Xbox'y, Wii i Playstation” – wyjaśnia dziennikowi "Metro" prof. Krzysztof Obłój z Uniwersytetu Warszawskiego, który prowadził badania w chińskich fabrykach.
Aby uciszyć aferę koncern zatrudnił psychologów i zabezpieczył budynki siatką. Następnie, według doniesień mediów, zmuszano pracowników do podpisywania zobowiązań, że nie będą odbierać sobie życia. W końcu pracownicy uzyskali podwyżki. W różnych fabrykach pracownikom udaje się wywalczyć podwyżki na poziomie 25, 30, a nawet 50 procent. Żądają również większego bezpieczeństwa pracy i podstawowych świadczeń socjalnych.
Co sprawia, że chińscy pracownicy coraz częściej się buntują? Zdaniem ekspertów, na rynek wchodzi coraz mniej pracowników i pracodawcy boją się ich stracić. Internet i telefonia komórkowa to kolejne czynniki pozwalające strajkującym na szybszą organizację. Nie bez znaczenia jest również fakt, iż są oni świadomi tego, co się dzieje w innych fabrykach.
Władze nie reagują bo, jak mówi sinolog prof. Bogdan Góralczyk, boją się wybuchu społecznego. Góralczyk podkreśla jednak, że gdyby sytuacja wymknęłaby się spod kontroli, Pekin na pewno nie zawahałby się użyć siły.
„Będzie drożej” – mówi prof. Obłój. Jednak według ekspertów, wzrost cen będzie ledwie dostrzegalny, bo jak mówi prof. Góralczyk, w Chinach nic nie dzieje się z dnia na dzień. „Niektórzy zaczynają uświadamiać sobie, że są traktowani jak niewolnicy, inni wciąż pracują w nieludzkich warunkach 24 godz. na dobę. Chiny są może największym źródłem taniej siły roboczej, ale nie jedynym. Już od jakiegoś czasu produkcja przenosi się do tańszego Wietnamu czy Bangladeszu. Inwestorów chętnie też przejmą Indie i Indonezja. A potem Afryka Północna” - dodaje prof. Krzysztof Obłój.
Źródło: emetro.pl
Jak mówi Adam Kozieł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, szacuje się, że rocznie w Chinach wybucha około 100 tys. masowych protestów. Przeważnie dotyczą one prowincji, ale tym razem nie pracują taśmy montażowe zagranicznych firm na południowym wchodzie kraju, określanym zagłębiem produkcyjnym świata. Ludzie pracują w nich siedem dni w tygodniu po kilkanaście godzin, a to wszystko za głodowe pensje.
W tajwańskim Foxconnie, największym na świecie koncernie produkującym elektronikę, aż 11 pracowników w ciągu pięciu miesięcy popełniło samobójstwo. Koncern w samych tylko Chinach zatrudnia 800 tys. pracowników. „Oni produkują wszystko dla wszystkich. W tej samej fabryce z linii produkcyjnych schodzą trzy najbardziej konkurencyjne konsole: Xbox'y, Wii i Playstation” – wyjaśnia dziennikowi "Metro" prof. Krzysztof Obłój z Uniwersytetu Warszawskiego, który prowadził badania w chińskich fabrykach.
Aby uciszyć aferę koncern zatrudnił psychologów i zabezpieczył budynki siatką. Następnie, według doniesień mediów, zmuszano pracowników do podpisywania zobowiązań, że nie będą odbierać sobie życia. W końcu pracownicy uzyskali podwyżki. W różnych fabrykach pracownikom udaje się wywalczyć podwyżki na poziomie 25, 30, a nawet 50 procent. Żądają również większego bezpieczeństwa pracy i podstawowych świadczeń socjalnych.
Co sprawia, że chińscy pracownicy coraz częściej się buntują? Zdaniem ekspertów, na rynek wchodzi coraz mniej pracowników i pracodawcy boją się ich stracić. Internet i telefonia komórkowa to kolejne czynniki pozwalające strajkującym na szybszą organizację. Nie bez znaczenia jest również fakt, iż są oni świadomi tego, co się dzieje w innych fabrykach.
Władze nie reagują bo, jak mówi sinolog prof. Bogdan Góralczyk, boją się wybuchu społecznego. Góralczyk podkreśla jednak, że gdyby sytuacja wymknęłaby się spod kontroli, Pekin na pewno nie zawahałby się użyć siły.
„Będzie drożej” – mówi prof. Obłój. Jednak według ekspertów, wzrost cen będzie ledwie dostrzegalny, bo jak mówi prof. Góralczyk, w Chinach nic nie dzieje się z dnia na dzień. „Niektórzy zaczynają uświadamiać sobie, że są traktowani jak niewolnicy, inni wciąż pracują w nieludzkich warunkach 24 godz. na dobę. Chiny są może największym źródłem taniej siły roboczej, ale nie jedynym. Już od jakiegoś czasu produkcja przenosi się do tańszego Wietnamu czy Bangladeszu. Inwestorów chętnie też przejmą Indie i Indonezja. A potem Afryka Północna” - dodaje prof. Krzysztof Obłój.
Źródło: emetro.pl
Brak komentarzy
Tego artykułu jeszcze nie skomentowano. Bądź pierwszy...

