Pracodawcy często podnoszą argumenty, że pytania formułowane przez związki zawodowe w referendach zakładowych dot. strajku są niezwiązane bezpośrednio z powodem sporu, a ukierunkowane na uzyskanie w zmanipulowany sposób większości głosów na „tak”. Jak pracodawca może podważyć procedurę, która doprowadziła w ten sposób do strajku?
Kwestię strajków reguluje ustawa o sporach zbiorowych. Zawiera ona jednak lakoniczne stwierdzenie, że strajk zakładowy ogłasza organizacja związkowa po uzyskaniu zgody większości głosujących – jeżeli w referendum wzięło udział co najmniej 50 proc. pracowników. Przepis ten staje się polem do nadużyć.
Jeśli większość zatrudnionych opowiedziała się za strajkiem, do pracodawcy musi dotrzeć oficjalne tego potwierdzenie. Mimo iż wydaje się oczywiste, że w referendum powinno paść proste pytanie, np. czy popierasz związek zakładowy w ogłoszeniu strajku celem uzyskania większych wynagrodzeń, to jednak związkowcy często zadają pracownikom pytania skomplikowane. W państwowych firmach brzmią one na przykład: „Czy w związku z przyjętą przez Ministerstwo strategią dla sektora …… na lata ……., która swoimi zapisami doprowadzi do zagrożeń w funkcjonowaniu układów zbiorowych pracy, obniżenia wynagrodzeń i likwidacji zakładów w naszej branży, jesteś za strajkiem generalnym?”. Trudno wtedy oczekiwać, że większość osób odpowie na „nie”.
Jak właściciel zakładu może się bronić przed takimi praktykami? Jak mówi dla "Rzeczpospolitej" jeden z radców prawnych, w uzasadnionym przypadku pracodawca może złożyć doniesienie do prokuratury. Postępowania takie są jednak zwykle umarzane, a konflikt w firmie jeszcze bardziej się zaostrza. Jednym z wyjść jest też uważne przeanalizowanie treści pytania w referendum i weryfikowanie go z rzeczywistymi postulatami podczas trwającego strajku. Jeśli te odbiegają od tego, o co pytani byli pracownicy, wówczas strajk jest nielegalny. Ponadto, jeśli pracodawca uzna, że pytanie w referendum doprowadziło do nielegalnej akcji strajkowej, ma prawo wezwać zatrudnionych do pracy, a w razie braku efektu – wręczyć im zwolnienia dyscyplinarne. W takiej sytuacji należy liczyć się z sytuacją, że szef zostanie pozwany do sądu pracy, a wtedy rozstrzygnięcie czy rzeczywiście doszło do złamania procedury strajkowej dokona sąd.
na podst. „Rz”
Jeśli większość zatrudnionych opowiedziała się za strajkiem, do pracodawcy musi dotrzeć oficjalne tego potwierdzenie. Mimo iż wydaje się oczywiste, że w referendum powinno paść proste pytanie, np. czy popierasz związek zakładowy w ogłoszeniu strajku celem uzyskania większych wynagrodzeń, to jednak związkowcy często zadają pracownikom pytania skomplikowane. W państwowych firmach brzmią one na przykład: „Czy w związku z przyjętą przez Ministerstwo strategią dla sektora …… na lata ……., która swoimi zapisami doprowadzi do zagrożeń w funkcjonowaniu układów zbiorowych pracy, obniżenia wynagrodzeń i likwidacji zakładów w naszej branży, jesteś za strajkiem generalnym?”. Trudno wtedy oczekiwać, że większość osób odpowie na „nie”.
Jak właściciel zakładu może się bronić przed takimi praktykami? Jak mówi dla "Rzeczpospolitej" jeden z radców prawnych, w uzasadnionym przypadku pracodawca może złożyć doniesienie do prokuratury. Postępowania takie są jednak zwykle umarzane, a konflikt w firmie jeszcze bardziej się zaostrza. Jednym z wyjść jest też uważne przeanalizowanie treści pytania w referendum i weryfikowanie go z rzeczywistymi postulatami podczas trwającego strajku. Jeśli te odbiegają od tego, o co pytani byli pracownicy, wówczas strajk jest nielegalny. Ponadto, jeśli pracodawca uzna, że pytanie w referendum doprowadziło do nielegalnej akcji strajkowej, ma prawo wezwać zatrudnionych do pracy, a w razie braku efektu – wręczyć im zwolnienia dyscyplinarne. W takiej sytuacji należy liczyć się z sytuacją, że szef zostanie pozwany do sądu pracy, a wtedy rozstrzygnięcie czy rzeczywiście doszło do złamania procedury strajkowej dokona sąd.
na podst. „Rz”
Brak komentarzy
Tego artykułu jeszcze nie skomentowano. Bądź pierwszy...

